|
Manewry szkoleniowe "Dla Prawdziwych Mężczyzn" w wykonaniu "Feniksa" Manewry trwały 24 godziny a ich celem było utrzymanie sprawności bojowej w trudnych warunkach atmosferycznych.
"Już chyba gorszych warunków być nie mogło..." Warunki okazały się znacznie trudniejsze niż ktokolwiek przewidywał. Temperatura utrzymywała się na poziome 5 stopni Celsjusza co zapewniało nam "przyjemną" atmosferę w postaci topniejącego śniegu, wody po kostki i wszechobecnego błota. W takich oto warunkach wzięliśmy się za:
Rozkładanie obozu Pierwszą podstawową czynnością było rozpalenie ogniska i przygotowanie drewna w ilości wystarczającej na całą noc. Może chodziło przede wszystkim o utrzymanie sprawności bojowej - jednak dalej były to manewry w klimacie militarnym. Więc nie wolno było sobie pozwolić na hałasowanie w nocy.
Dodatkowo postawiona z pałatek prowizoryczna kurtyna pozwoliła na oszczędzenie sobie wysiłku związanego z wykopaniem dakota fire hole. Następnym etapem było rozstawienie namiotów. Tu w ruch poszła saperka. Wybranie miejsca blisko spadu zapewniało dobry odpływ wody z topniejącego śniegu. Po odśnieżeniu miejsca na namiot i ułożeniu gałęzi zapewniających izolację od zimna i - częściowo - wilgoci pozostało już tylko ustawienie i okopanie namiotów.
Szkolenia Z powodu warunków i braku części ekipy, nie odbyło się zbyt wiele szkoleń. Jednak nie siedzieliśmy z założonymi rękami. Sprawdzian z mowy nie werbalnej był tym razem na wysokim poziomie i nawet doświadczonym członkom zamojskiej drużyny sprawiał problemy.
Warty Odbywały się non-stop, a ponieważ celem było utrzymanie sprawności bojowej - obowiązki wartownika zostały zmodyfikowane. Wartownik miał pozostawać czujny a ponadto miał pilnować ognia, suszyć pozostałym buty - które przemokły po 10 minutach od wejścia do lasu, a także zapewnić by następna osoba dostała ciepłą kawkę przy przejęciu obowiązków wartownika.
"Już chyba gorszych warunków być nie mogło, chyba że zacznie padać deszcz" Deszcz zaczął padać ok. godz. 1 w nocy i padał do świtu. Moja warta rozpoczynała się o godzinie 3 więc idealnie zdążyłem na orzeźwiającą mżawkę - przynajmniej miałem tyle szczęścia że buty zdążyły mi prawie całkowicie wyschnąć. Nuda warty, zimny deszczyk i początki braków wody pitnej - a co za tym idzie - kawa "espresso" z życiodajną glukozą złożyły się na poranną korbę. Więc..."godzina 5 minut 30..." przy znanej wojskowej piosence drużyna budzi się do życia. Wstając, chwalą w pięknym żargonie wojskowym wykonawcę, pogodę i samą ideę manewrów. Skromnym śniadaniem z suchej racji żywnościowej i kawy zaczyna się dzień. Poranne podsumowanie- nie jest źle. Buty wyschły. Nikt nie przymiera głodem. Każdy złapał godzinę snu. Wszyscy zdrowi. - sprawność bojowa oddziału wynosi 70 -90%. Manewry zakończone powodzeniem. |






